Zamyślenia # 74

Było trochę emocji w rozmowie. Słyszę: no tak, dla was katoli wszystko jest proste. Dostanę pracę to znaczy, że Bóg tak chciał, a jeśli mnie zwolnią to co tam…przecież Bóg tak chciał…Nie było mi łatwo rozmawiać z kimś, kto od początku jest zamknięty, a dodatkowo reaguje tak nerwowo. Jestem przekonana, że po to dostałam rozum i pewne talenty, aby to w życiu wykorzystywać i tym przede wszystkim różnię się od zwierząt. A jeśli wierzę, to nie znaczy, że mam usiąść z założonymi rękami i czekać, aż mi z nieba spadnie. Staram się nie usprawiedliwiać swoich zaniedbań, lenistwa, strachu przed podjęciem decyzji, swoich błędów i tego, że wiem lepiej. Bo w konsekwencji nie osiągam celu, coś nie jest zrobione, gdzieś nie pojechałam, coś lub kogoś straciłam. Mało tego – coś ewidentnie zepsułam. I nie przerzucam wówczas odpowiedzialności na Pana Boga, nie mówię: no widocznie Bóg tak chciał…Jeśli od siebie daję wszystko co mogę, robię wszystko co mogę –  wówczas ze spokojem w sercu, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że stało się tak, jak miało się stać.

+ Chcę, abyś zrobiła to co możesz – resztę Ja dokonam.

Świadectwo 586